Oto tekst wspomnień Małgorzaty na temat wsi Bobrownik koło Lidzbarka Warmińskiego, gdzie niegdyś mieszkała.
"Moja babcia Helena Czupajło przyjechała do Polski w styczniu 1946r.
Przyjechali z Adamówki koło Rudziszek. Była młodą mężatką. Początkowo zamieszkali w Lidzbarku Warmińskim, jednak teść babci tak kochał rolę i ziemię, że postanowili przenieść się na wieś. Ostatecznie zamieszkali we wsi Bobrownik koło Lidzbarka Warmińskiego. Babcia opowiadała mi wielokrotnie, że podejmując decyzję o osiedleniu się, szukali porządnych budynków i dobrego terenu.
Wieś leżała na wzgórzu, była całkiem wyludniona i nikt oprócz mych przodków, jeszcze się w niej nie osiedlił. Babcia opowiadała, że w rowach przy drodze prowadzącej do wsi leżało pełno trupów zabitych żołnierzy -Niemców i Rosjan. Szli tak starając się nie patrzeć na te trupy lub udawali, że ich nie widzą. Moja babcia zajęła ładny jak na tamte czasy, biały murowany dom z chlewem. Teściowie zamieszkali obok. Na domu było napisane „Zajęte”, ale nie patrząc na to, moja babcia zaczęła się w tym domu „urządzać”.Mojego dziadka nie było. Jeździł po Polsce sprzedając zrobione przez siebie drewniane zabawki. W tamtych czasach ciężko było wyżyć .Dom poniemiecki był pusty i okradziony z wszystkiego. Kilka szyb w oknach było wybitych. Na strychu domu znalazło się wiele zdjęć po dawnych właścicielach i duży drewniany krzyż z datami. Ten piękny bogato rzeźbiony krzyż wisiał pomiędzy oknami na drugim strychu. Zawsze go podziwiałam, nie wiedząc w jakim celu był zrobiony. Moja babcia nie mając ani mebli, ani innego majątku, chodziła po domach poszukując czego się da do swego domu. W taki sposób w starej szkole znalazła piękną szafę, którą sama będąc w ciąży( z moją mamą )przyciągnęła jakoś (około kilometra).Ta piękna szafa jest do dziś w moim domu w Olsztynie. Na podwórku czuć było ogromny fetor...nie sposób było normalnie oddychać. Okazało się, że tuż za stodołą, w gospodarstwie które zajęli teściowie, leżały zwłoki dwóch żołnierzy. Nie czekając, aż ktoś zajmie się pochówkiem, mój pradziadek sam pochował tych żołnierzy.
Jakiej narodowości byli, tego nie pamiętam. Wiem tylko, że wszystkich, którzy leżeli przy drodze w rowach, zabierał specjalny wojskowy wóz. Nie było widać żadnych Niemców ani innych mieszkańców...aż do pewnego dnia...Moja babcia akurat urodziła drugie dziecko, gdy na podwórku pojawiła się młoda dziewczyna. Była bardzo ładna i zarazem bardzo skromna. Kiedy babcia wyszła by zaprosić ją do domu, okazało się, że jest to młoda Niemka. Nie mogły się porozumieć i ze spotkania nic nie wyszło. Dopiero powrót mego dziadka z Gdańska pomógł nawiązać kontakt. Młoda dziewczyna miała na imię Urszula. Mieszkała z ojcem w lesie, tuż przy polanie. Nie mieli z czego żyć. Kiedyś przychodziła do niemieckiej rodziny, która zamieszkiwała ten dom. Opowiadała jak wszyscy sąsiedzi uciekali przed Armią Czerwoną i jaka była wtedy panika i strach. Jedynie oni zostali zamieszkując w chacie w lesie. Sąsiadem był bogaty Niemiec o nazwisku Szulasz ( Schulasch), wszystkie bydło uwiązał w sadzie i podpalił, by tylko Rosjanin czy Polak nie zabrał jego majątku. Uciekł razem z innymi.
Urszula prosiła mych dziadków o pomoc, o to by mogła u nich pracować czy służyć. Jednak moi dziadkowie sami byli biedni i mając jedna krowę, ledwo dawali radę. Urszuli chodziło nie o pieniądze, raczej o jedzenie. Babci było żal młodej dziewczyny i dzieliła się z nią i z jej ojcem swym pożywieniem.
Jesienią podczas wędrówek po zakamarkach wsi. mój dziadek odkrył w lesie gospodarstwo. Budynki były piękne, a w stodole znalazł zboże. I to zboże pomogło mojej rodzinie jak i Urszuli przetrwać zimę w 1946/47.Urszula była traktowana jak domownik. Pilnowała dzieci mojej babci , kiedy ta pracowała w polu. Od Urszuli moja babcia dowiedziała się też, że dom ten zamieszkiwali bogaci Niemcy- bardzo sympatyczni ludzie, w ich domu znajdował się sklep. O śladach sklepu moja babcia przekonała się, kiedy trzeba było wymienić podłogę w jednym z pomieszczeń. Znaleźli tam kufer pełen naczyń i materiałów w belach, ale niestety materiał był już mocno zniszczony z powodu wilgoci i upływu czasu.
Urszula z ojcem wyjechała do Niemiec przed 1950r. Ruiny ich domu w lesie pokazała mi babcia w latach 90-tych, gdy chodziłyśmy na maliny. W ciężkich latach 80-tych napływały od Urszuli paczki do mojej babci i listy pełne sympatii. Sama Urszula nigdy już do Bobrownika nie przyjechała. Jednak na początku lat 70-tych przyjechał syn dawnego właściciela domu.
Było gorące lato. Na podwórko bardzo powoli wjechało auto na niemieckich numerach. Pamiętam to doskonale. Z auta ostrożnie i bardzo niepewnie wysiadł starszy pan. Nie rozumiałam co mówił. Rozglądał się dookoła siebie i zagadywał mnie. Siedziałam pod jedną z dwóch pięknych, starych lip posadzonych przed domem. Pamiętam, że z jakimś lękiem zerwałam się i pobiegłam do domu krzycząc do dziadka o obcym panu, że to chyba Niemiec. Dziadek z ta całą swą powagą wyszedł do gości....a już po chwili goście byli w domu ,babcia szykowała stół...
Okazało się, że chcieli na starość zobaczyć swój rodzinny dom. Nie pamiętam jego imienia. Był z żoną. Ta wizyta zapoczątkowała przyjaźń pomiędzy moimi dziadkami a tą niemiecką rodziną .Przyjeżdżali co roku. Krzyż, który wisiał na strychu, był krzyżem na grób brata naszego gościa. Jednak z powodu pośpiechu nie zdążyli go bratu postawić. Zostawili go na strychu. Tak przetrwał do 1997roku , kiedy dawni jego właściciele zabrali go ze sobą....W jakim celu nie wiem. Wszystkie pamiątki znalezione przez moich dziadków w tym domu wróciły do ich właścicieli. Przyjaźń i wymiana listów trwała do śmierci ostatniego z żyjących w tej rodzinie mężczyzn. Dziś może ktoś z żyjących Niemców z tej rodziny interesuje się tym domem, ale obecnie dom ten jest już w stanie ruiny...
I jeszcze kilka zdjęć, które są pamiątka po pobycie niemieckich gości w ich domu:
Josef Lingnau- stoi przy lustrze.
( fotografia powyższa przedstawia babcię Helenę i dziadka Stanisława, kobieta o ciemnych włosach to moja ciocia- Helena. Fotografia zrobiona wraz z niemieckimi gośćmi.)
Prezentuję dwie nowe fotografie Bobrownik.
Jeszcze może kilka słów wiedzy encyklopedycznej o tej niewielkiej wsi.
Bobrownik ( do 1945 roku Bewernick) wieś sołecka położona w województwie warmińsko-mazurskim, w powiecie lidzbarskim, w gminie Lidzbark Warmiński. Miejscowość w 2010 roku liczyła 76 mieszkańców.
W 1796 r. Wieś należała do parafii w Lidzbarku Warmińskim. W latach 1975-1998 miejscowość należała administracyjnie do województwa olsztyńskiego. Ponowne zmiany podziału administracyjnego państwa umiejscowiły ją w powołanym 1 stycznia 1999 roku województwie warmińsko-mazurskim, w powiecie lidzbarskim.
Oto jak przedstawiała się liczba mieszkańców w niektórych latach:
202 osoby ( 1905 rok)
169 ( 1933)
173 ( 1937)
220 ( 2007)
Poniżej fotografia współczesna tej wsi.
Dołączam do artykułu o wsi Bobrownik znalezioną mapę z 1755 roku ( nazwa Bewernick została podkreślona).
Alex Johann, gospodarz
Basener Josef, rolnik
Behlau ,szef NSDAP
Behlau Bruno ,nauczyciel
Behlau Valentin ,rolnik
Bahr Franz ,gospodarz
Boehm Anna, rolniczka
Boehnke August ,nadzorca
Czinczoll Ambrosius ,gospodarz
Dargel Bruno ,rolnik
Drews Aloysius
Ehlert Josef ,robotnik
Elias August ,gospodarz
Fischer Franz ,gospodarz
Fittkau Paul ,ślusarz
Heinig Josef, robotnik
Hinz Hugo, gospodarz
Hinz Josef, rentier
Hippel Anton, gospodarz
Hoechst Emil, rolnik
Jost Bernhard, gospodarz
Krieger Albert, gospodarz
Krieger Josef, rolnik
Lingnau Josef, rolnik
Marienfeld Josef, rentier
Marienfeld Leo, gospodarz
Schacht Otto, rolnik
Scheer Franz, gospodarz
Schulz Franz, gospodarz
Sobolowski Albert, rentier
Sobolowski Otto, rentier
Vogel Albert, rolnik
Vogel Anton, gospodarz
Weng Anton gospodarz.
( źródło: http://adressbuecher.genealogy.net/addressbooks/place/BEWICKKO04FC?offset=50&max=25)
A tutaj ta lista w księdze mieszkańców powiatu Heilsberg.
Dalsze rewelacje na temat Bobrownika. |
---|
Otóż dzięki Pani Britcie Grunau, wnuczce Hildegardy i Paula Grunau, możemy opublikować bardzo interesujące materiały dotyczące jej rodziny pochodzącej właśnie z Bobrownika! |
---|
Na poniższym zdjęciu jest Hildegard Schulz i Paul Grunau ( rok 1936). |
---|
Franz Schulz i Cäzilia Höll : |
---|
Jeszcze jedna interesująca fotografia- to zdjęcie domu rodzinnego rodziny Schulz w Bobrowniku! |
---|
Równie ciekawy jest fakt, że w Bobrowniku mieszkały osoby z powyższej listy: Josef Lingnau i Greg Krieger, którzy byli mieszkańcami domu babci Małgorzaty. |
---|
Mamy nadzieję, że ciąg dalszy nastąpi! |
---|
Tak jak obiecywaliśmy, mamy ciąg dalszy tej frapującej historii. |
---|
Na zdjęciu które przedstawiliśmy wcześniej jest Franz Schulz z jego żoną Cecylią. Wiemy już, że mieli kilkoro dzieci, wśród których była babcia Pani Britty Grunau - Hildegarda Anna urodzona w 1911 roku. Tak się składa, że udało nam się znaleźć jeszcze dwoje rodzeństwa jej babci. Na podstawie znalezionych metryk, wiemy już, że siostrą Hildegardy była Antonia Cecylia urodzona 25 kwietnia 1909 roku w Bobrowniku. Oto jej metryka urodzenia. |
---|
![]() |
---|
Druga siostrą Hildegardy była Angelica Martha Schulz urodzona 11 marca 1913 roku, oto jej metryka urodzenia: |
---|
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
Podczas codziennej, porannej "kawki" natrafiłem na tego bloga. Piękny tekst i piękne wspomnienia. Mieszkamy obecnie w Bobrowniku w domu moich dziadków i pradziadków mojego syna: Stefanii Radzikowskiej z domu Kawa i Adama Radzikowskiego. Pozdrawiamy z Bobrownika.
OdpowiedzUsuńAnia, Krzysztof i Mateuszek Radzikowscy
Panie Krzysztofie! Serdeczne pozdrowienia od Gosi, która tam mieszkała i dobrze pamięta Waszą rodzinę. Pozdrawiam serdecznie w jej imieniu!
OdpowiedzUsuńBardzo ciekawie napisane. Jestem pod wielkim wrażaniem.
OdpowiedzUsuń