sobota, 1 lipca 2023

Jeszcze o Stanisławie Strawińskim.

 W ostatnim czasie nurtowała nas zagadka Stanisława Strawińskiego, niedoszłego zamachowca na króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Ale przedtem przypominam artykuł na ten temat:

Latem 1771 roku pojawił się w Częstochowie szlachcic trocki Stanisław Strawiński. Spotkał się tam z Kazimierzem Pułaskim, naczelnikiem konfederacji barskiej i poinformował go o możliwościach porwania króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Śmiały pomysł Strawińskiego przypadł Pułaskiemu do gustu. Oprócz motywów politycznych w grę wchodziła tu jeszcze kobieta. Kazimierz Pułaski pozostawał pod urokiem Franciszki Krasińskiej, dla której zobowiązał się dostawić koronowaną głowę (żywego lub martwego króla) na imieniny jej męża. 
Nie tajono więc królobójczych zamiarów. Manifest, który wzywał do skończenia z królem, wybrał nawet rodzaj kary - "utopienie żelaza we krwi". Późniejszy manifest konfederacki (9 sierpnia 1770 r.) już nie przemawiał za królobójstwem, tylko za detronizacją. Karkołomny pomysł odważnego trockiego szlachcica, Stanisława Strawińskiego, zyskał aprobatę w generalności konfederackiej. Ktoś jednak musiał podjąć ostateczną decyzję o jego zrealizowaniu. Podjął ją Kazimierz Pułaski, czego później gorąco się wypierał.
Napadu na króla dokonano w Warszawie 3 listopada 1771 roku, późnym wieczorem, kiedy król wracał po odwiedzinach chorego krewniaka, kanclerza Michała Fryderyka Czartoryskiego. Całą akcją dowodził Stanisław Strawiński. Uczestniczyło w niej 26 żołnierzy specjalnie zaprzysiężonych na okoliczność zamachu. Działały trzy grupy. Na czele pierwszej stanął sam dowódca - Stanisław Strawiński, na czele drugiej - Walenty Łukawski, szlachcic, "rosły zawadiaka z kresów", na czele trzeciej - Jan Kuźma (pseudonim konfederacki - Kosiński), urodzony na Wołyniu, doskonale zaprawiony w bojach partyzanckich podchodów. Łukawski i Kuźma wzięli udział w akcji za namową Stanisława Strawińskiego.
Króla porwano i wleczono do okopów, okalających miasto. Forsowanie przeszkody sprawiło, iż koń pod królem złamał nogę, król wpadł w błoto. "Napastnicy króla z wielką trudnością z błota dobyli i na innego konia wsadzili, w tym zdarzeniu król futro swoje w błocie zostawił" - donosił później warszawski "Monitor". Nie tylko futro, bo król utopił wtedy również jeden but, który zrodzi później historię drugiego buta. Ten but będzie szczegółem najważniejszym w całym wydarzeniu, bowiem wtedy właśnie odważnemu zawadiace Kuźmie, który przed chwilą do króla strzelił i chybił, zmiękło kresowe serce - podarował królowi swój but własny, oby ten jednej nogi nie przemoczył i nie przeziębił się. Noc była ciemna, konie grzęzły w błotnistych ścieżynach, zatem zamachowcy część drogi zmuszeni byli pokonywać pieszo. Błądzili po rozległych polach, oddział się wykruszał i w końcu, nie wiedzieć dlaczego - król i Kuźma zostali sam na sam w lesie. Król w dwóch butach, Kuźma w jednym, klucząc i pomagając sobie nawzajem trafili w końcu przypadkowo do młyna pod Marymontem. Młynarzowi przedstawili się jako uciekinierzy napadnięci przez zbójców. Tak tedy ofiara i zbrodniarz zostali z sobą sam na sam. Król Staś, choć "Ciołek", wszak nie w ciemię był bity. Zorientowawszy się, że Kuźma miał serce dobre (wszak własny but mu podarował), wszczyna z zamachowcem rozmowę mądrą, łagodną. Kuźmie serce do końca zmiękło, zrozumiał, że jego przysięga dana konfederatom "niegodziwą była". Król za uwolnienie obiecuje Kuźmie przebaczenie i wstawiennictwo przed sądem. Kuźma się rozczula i zaprzysięga królowi wierność. Król skreśla kilka słów na kartce papieru i posyła młynarczyka do Karola Cocciego, generała wojsk polskich.  W trymiga wyleciał generał z Warszawy z konnicą 150 gwardzistów i już przed godziną 5 z rana razem z ocalałym królem wrócił do Warszawy.
 Król był cały i zdrów, ale zamach rozniósł się szerokim echem po całej Europie. Rodziła się legenda największego w dziejach polskich królobójstwa. W Warszawie wielki proces "królobójców" rozpoczął się 7 czerwca 1773 r., wyrok zapadł 28 sierpnia 1773 r. Wyrok głosił, że: "bezecni Kazimierz Pułaski, Stanisław Strawiński i Walenty Łukawski powinni być nie tylko pozbawieni honorów i czci, lecz i ciała ich jako narzędzia sromotnej zbrodni okrutnym karom poddane być muszą, przeto chociaż za tak wielką zbrodnię na kary o wiele większe i surowsze zasłużyli, za wstawieniem się Królewskiego Majestatu u naszego sądu, skazujemy zostającego w więzieniu Walentego Łukawskiego i zbiegłych Kazimierza Pułaskiego i Stanisława Strawińskiego na karę śmierci przez ścięcie. Ręce przy drogach publicznych i po niejakim czasie spalone, ciało zaś zaraz po ścięciu rozćwiartowane, spalone i na wiatr rozwiane".
 Nie lada odwagę wykazał Stanisław Strawiński, który z powodu manifestu Pułaskiego w kwietniu 1773 roku przyjechał z Rzymu (ukrywał się tam pod obcym nazwiskiem) do Wilna i "pod bokiem" Warszawy, gdzie miał być sądzony i ścięty, ogłosił z kolei swój manifest, z którego wynikało, że to właśnie Kazimierzowi Pułaskiemu zależało na Poniatowskim, a nie jemu - Strawińskiemu. W obronie własnej Strawiński przedstawił list Pułaskiego do niego (Strawińskiego) pisany na dwa tygodnie przed zamachem na króla. List ten (znajduje się w Archiwum Watykańskim) wyraźnie wskazuje na głównego autora "sprawy". Pisał więc Pułaski do Strawińskiego: "Na list Waszmość Pana odpisuję, dukatów 50 posyłam, gdyż dla ubogiej kasy więcej dać nie mogę. Staraj się Kochany Panie, abyś przed pierwszym przyszłego miesiąca uskutkował w Naszych zamysłach, bo już po pierwszym mieć będziesz przeszkodę. Ordynans P. Łukawskiemu i list do P. Zembrzuskiego przyłączam, siebie statecznej oddaję przyjaźni, powtarzam kilkakrotnie, abyś, kiedy masz co czynić, kończył przed pierwszym lub sam pierwszy następnego miesiąca, adieu kłaniam".
 Stanisław Strawiński został bohaterem powieści Henryka Rzewuskiego "Listopad" (figuruje tam jako Michał Strawiński). Według Rzewuskiego, wyrok śmierci na Strawińskiego wykonano później. W rzeczywistości było inaczej. Stanisław Strawiński po ogłoszeniu swego manifestu w Wilnie, umknął za granicę, gdzie przebywał pod obcym nazwiskiem. W Rzymie wstąpił do zakonu. W czasach Księstwa Warszawskiego powrócił do kraju, został proboszczem w jakiejś parafii na obszarze dawnego województwa krakowskiego (według Rafała Roga), albo augustowskiego (według Ludwika Erhardta). Podobno Strawiński pozostawił po sobie skrupulatnie spisany pamiętnik, w którym szczegółowo opisał także swój udział w konfederacji. Rękopis ten pozostawał w ukryciu "w rękach nieznanej rodziny w wielkim księstwie poznańskim" (według Encyklopedii Orgelbranda (1867), którą to jednak wersję zakwestionował Antoni Józef Rolle (1878). Pamiętnika Strawińskiego do dnia dzisiejszego nie udało się odnaleźć.
 W manifeście wileńskim z 1773 roku Stanisław Strawiński nie omieszkał się przedstawić: "Z pradziada mego Jana, strażnika województwa trockiego, z dziada Leona Bazylego, miecznika trockiego, toż samo ojca mego, Franciszka Tadeusza z Sulimów Strawińskich, jestem zrodzonym i od popisów według praw narodowych rotmistrzem starodubowskim uznanym jestem .

W artykule tym jest wzmianka o przodkach Stanisława. Jego ojcem był Fryderyk Tadeusz Strawiński urodzony około 1690 roku. Ojcem Franciszka był Leon Bazyli urodzony około 1660 roku, protoplastą tej linii rodu Strawińskich miał być Jan Strawiński urodzony około 1620 roku.

Wróćmy jednak do Stanisława. Wiemy, że ożenił się w 1748 roku ( nie wiemy jednak z kim). Malżonkowie Strawińscy mieli dwóch synów: Daniela i Adama. Wiecej wiemy o Adamie, który urodził sie zapewne około 1750 roku, być może kilka lat później. O Adamie wiemy tylko tyle, że miał syna Ignacego urodzonego około 1780-90  roku. Znamienne dla tej rodziny było to, że mieli dzieci w stosunkowo późnym wieku. Nie dziwi wiec fakt, że syn Ignacego- Teodor ( Fiodor) urodził się dopiero w 1843 roku w Nowym Dworze w guberni mińskiej.



Synem Fiodora był znany kompozytor Igor Strawiński urodzony w 1882 roku, ale o nim pisaliśmy chyba najwięcej. Można jedynie ubolewać nad szczupłością materiałów źródłowych na  temat genealogii tej rodziny. 

Strawiński czy Trawiński?

 Ten temat już kiedyś pojawił się na naszym blogu. Postanowiłem jednak sprawdzić czy tylko w parafii lejpuńskiej była taka błędna zamiana Strawińskich na Trawińskich i na odwrót. 

Najpierw jednak wyjaśnijmy skąd taki błąd? Według naszych przypuszczeń to niedopatrzenie wyniknęło z tego, że kiedyś ludzie byli niepiśmienni i skryba bądź ksiądz wypisujący metrykę usłyszał odpowiedź, że dana osoba jest ze Strawińskich, a usłyszał Trawińskich i tak tez wpisał. Zauważmy jeden fakt, że do roku 1848 ( przynajmniej w Lejpunach) pisano Trawiński. Znamienne jest to, że właśnie w roku 1848 spotykamy Strawińskich we wsi Jaskiszki, także w Wilkonostrach, ale też w tych samych Wilkonostrach spotkałem Trawińskich. Jednak już od 1849 roku nie ma nigdzie Trawińskich, są wyłącznie Strawińscy.

Zobaczmy teraz jak to wygląda w pobliskim Kopciowie, bo tam też występowali Trawińscy i Strawińscy. Tutaj sytuacja wyglądała trochę inaczej, gdyż występowały oba nazwiska naprzemiennie. I tak od roku 1810 do 1825 występowali Strawińscy. Jednak w roku 1825 spotykamy Jana Trawińskiego, także Marcina Trawińskiego. Z kolei w 1828 roku odnotowany jest zgon Kazimierza Trawińskiego, zgłoszony przez  Nikodema Trawińskiego lat 42 w Juszkańcach. W 1826 roku jest zapis o urodzeniu Wiktorii Trawińskiej. W tym samym 1826 roku spotykamy metrykę zgonu Marianny Trawińskiej z Juszkańców, córki Ambrożego Trawińskiego.


Także w 1826 roku znajdujemy zgon Dominika Trawińskiego, lat 70, syna Stanisława i Rozalii Trawińskich. 


Myślę, że tylko te przykłady pozwalają nam sugerować, że akurat w tej parafii brakowało konsekwencji proboszczowi. Wpisywał nazwisko tak jak mu pasowało: raz Trawiński, innym razem znów Strawiński.

niedziela, 25 czerwca 2023

Jan Wincenty Kruszewski.

 O rodzie Kruszewskich już pisaliśmy niejednokrotnie. Tym razem przy okazji przeglądania aneksów z parafii Wiejsieje, znalazłem dwa interesujące dokumenty. Pierwszy z nich to zaświadczenie o wyszłych zapowiedziach z 24.10.1808 roku małżeństwa między Janem Wincentym Kruszewskim synem Ludwika a panną Marianną Giedażewską szambelanówną dworu wiejsiejskiego. Drugi dokument to łacińska metryka urodzenia wspomnianego Jana Wincentego, który urodził się w Wasilkowie 8 czerwca 1779 roku jako syn Ludwika i Anieli Opolińskiej.






niedziela, 2 kwietnia 2023

Niecodzienny dokument.

 Trafił się nam taki oto niecodzienny dokument. Otóż w księgach zgonów parafii wiejsiejskiej jest pismo od sędziego Wierzbickiego z Sądu Poprawczego Wydziału Kalwaryjskiego do wójta wiejsiejskiego, aby powiadomić rodzinę zmarłego Józefa Boczkowskiego w 1852 roku o jego zgonie w "tutejszym zakładzie badań". Na tym właśnie polega niecodzienność tego dokumentu. Do tej pory taki się nam nie trafił...



niedziela, 19 marca 2023

Kolejne perełki...

 Kto powiedział, że indeksacja jest nudna? 

Oto dowody na to, że wśród zwykłych metryk trafiają się też perełki. Przedstawiam Wam dwie ciekawe metryki ślubu osób z ówczesnego establishmentu. Najpierw metryka ślubu z 9 kwietnia 1842 roku Jaśnie Wielmożnego Kazimierza Bartolda Józefa Michała Konstantego Stanisława Henryka (!) Plater Zyberg, zamieszkałego w dobrach Schlosberg w diecezji wileńskiej lat 34 liczącego z Jaśnie Wielmożną panną Ludwiką Borewicz, córką Michała Borewicza Sędziego Trybunału Łomżyńskiego i Jaśnie Wielmożnej Marii z Baronów Roenne, lat 24 liczącą.



Druga metryka ślubu jest równie ciekawa. Ślub z 31 lipca 1842 roku, Stanisława Karwowskiego, wdowca po Wielmożnej Apolonii, byłego asesora Departamentu Pierwszego Obwodu Białostockiego, dziedzica majętności Czuprianów w parafii kuźnickiej, syna Kazimierza i Rozalii z Boufallów, urodzonego we dworze Netta, lat 45 liczącego i Jaśnie Wielmożnej panny Pameli Klary Wiktorii Tekli Skarbek Kruszewskiej, córki Jaśnie Wielmożnego Wincentego Kruszewskiego, posła, kawalera wielu orderów, dziedzica Łosewicz i Jaśnie Wielmożnej Marianny z Głażewskich, szambelanowej dworu łosewickiego, lat 24 licząca. Nie wspominam już o długiej liście szacownych świadków i osób asystujących! Cała plejada miejscowej szlachty!



wtorek, 7 lutego 2023

Niecodzienny akt ślubu.

 Nasz blog nie może być nudny, dlatego też mamy dzisiaj dla naszych Czytelników rzecz niecodzienną- bardzo piękny i ciekawy akt ślubu. Pięknie napisany, trzeba przyznać. Najpierw jednak prezentacja samego aktu.


A teraz jego treść. Nie mógłbym sobie odmówić napisania treści tego dokumentu, pomimo tego, że jest bardzo wyraźnie napisany. Zobaczmy jaka była piękna polszczyzna w 1832 roku.

" Działo się w dobrach Łosewiczach dnia dziewiętnastego Czerwca Tysiąc Ośmset  trzydziestego drugiego roku o godzinie piątey po południu. Wiadomo czyniemy że w przytomności świadków Jaśnie Wielmożnego Kazimierza Wolmera Dziedzica Dóbr Hołny Marszałka Powiatu Seyneńskiego w Dobrach Hołny zamieszkałego lat trzydzieści cztery, Jaśnie Wielmożnego Józefa Gosiewskiego Dziedzica Dóbr Jatwiezie w Jatwiezi zamieszkałego lat czterdzieści cztery, Wielmożnego Stanisława Kostki Polkowskiego Kommisarza Obwodu Seyneńskiego w Seynach zamieszkałego lat czterdzieści, Jaśnie Wielmożnego Antoniego Kruszewskiego Dziedzica Dóbr Leypuny Marszałka Powiatu Seyneńskiego w Leypunach zamieszkałego lat 45, Jaśnie Wielmożnego Michała Hoffmanna pułkownika Woysk Polskich Sędziego Pokoiu Powiatu Dąbrowskiego Dziedzica dóbr Warwiszek w Warwiszkach zamieszkałego lat pięćdziesiąt ośm, y Jaśnie Wielmożnego Ignacego Abłamowicza Dziedzica Dóbr Justyanowo Radcy Woiewództwa Augustowskiego w Justyanowie zamieszkałego lat 44 maiącego; na dniu dzisieyszym zawarte zostało religijne małżeństwo między Jaśnie Wielmożnym Xawerym Osipowskim młodzianem w Dobrach Trokianach z Jaśnie Wielmożnego Franciszka Osipowskiego Posła y Prezesa Rady Woiewódzkiey Woiewództwa Augustowskiego y Jaśnie Wielmożney Heleny z Wiśniewskich małżonków Dziedziców Dóbr Trokianów y Weyliszki z przyległościami w Trokianach zamieszkałych lat dwadzieścia ośm maiącym; a Jaśnie Wielmożną Anielą panną, córką Jaśnie Wielmożnego Wincentego Kruszewskiego Posła Powiatu Maryampolskiego y Szefa Woysk Polskich y Jaśnie Wielmożnej Marianny z Giełażewskich małżonków Dziedziców Dóbr Łosewicze w Łosewiczach zamieszkałych, lat dwadzieścia ieden liczącą w Dobrach Łosewicze urodzoną y przy Rodzicach zostaiącą. Małżeństwo to poprzedziła iedna zapowiedź w dniu siedmnastym miesiąca Czerwca roku biezącego w parafiach Wieysiejskiey y Kalwaryiskiey, od dwóch zas zapowiedzi Indułt z Prześwietnego Konsystorza Jeneralnego Dyecezyi Augustowskiey pod dniu dziesiątym Czerwca roku bieżącego za Numerem Trzysta Dwadzieścia sześć udzielonym został, iako też zezwolenie ustne obecnych aktowi małżeństwa Rodziców nowozaślubionych było oświadczone. Tamowanie małżeństwa nie zaszło. Małżonkowie nowi oświadczaią iż nie zawarli umowy przedślubney. Akt ten stawaiącym y świadkom przeczytany y został podpisany. Xiądz Choiński Proboszcz Parafii Wieysiejskiey. ( podpisy świadków)."

piątek, 3 lutego 2023

Meandry indeksacji.

 Ten artykuł miał być wprawdzie w naszym dziale o urokach indeksacji, ale postanowiłem dać go na główną stronę. Powód jest dosyć istotny- horrendalna pomyłka osoby wypisującej metryki w parafii Wiejsieje. Chociaż czy to pomyłka? Raczej brak uwagi. Być może zapis ten został później skorygowany czy zauważony przez władze kościelne. Jednak nic mi o tym nie wiadomo.

Ale do rzeczy. Otóż w trakcie indeksacji parafii wiejsiejskiej Małgosia natrafiła na zdublowany zdawałoby się, akt urodzenia dziecka. Tak było tylko na pierwszy rzut oka. Zagłębiając się jednak w treść tych aktów, odkryliśmy tę niecodzienną pomyłkę.


Najpierw jednak o treści tego aktu. Akt spisano 15 lutego 1829 roku w Wiejsiejach. Tu najważniejsze- stawił się Michał Radziwiłłowicz lat 30 mający i w obecności świadków okazał dziecko o imionach Paweł Leonard, urodzone z niego i jego żony Ewy z Osypowiczów w dniu wczorajszym, czyli 14 lutego, rodzicami chrzestnymi byli Jan Wilski i Franciszka Radziwiłłowiczowa.

Przejdźmy teraz do drugiej metryki, znacznie dłuższej.


Akt spisano też 15 lutego 1829 roku, ale treść jest zupełnie inna. Stawiła się Franciszka Radziwiłłowiczowa, siostra gospodarza, w obecności świadków i okazała nam dziecko płci męskiej urodzone 16 lutego (!) bieżącego roku z Ewy z Osipowiczów Radziwiłłowiczową, lat 35 liczącą, wdowy, której mąż Michał Radziwiłłowicz zostawiwszy oną brzemienną w dniu 15 maja roku zeszłego tamże pomarł.

I zagadka rozwiązana- ojciec dziecka zmarł krótko po jego poczęciu. Zastanawia tylko to niedbalstwo- akt spisano 15 lutego a dziecko urodziło się 16 lutego! 

Cóż, takich "perełek" będzie zapewne jeszcze więcej!